wtorek, 26 sierpnia 2014

S. J. Lec: Jakie wnioski wyciągają z doświadczeń króliki?

Ma tiki węża, coś z nim nie tak, coś z nim nie tak. Coś z nim nie tak. To trochę jak uderzenie palcami w klawiaturę, nlfszbbdfvb i koniec, sekwencja tych liczb pi po przecinku, tak pozornie losowych, a mimo to nie wydusi z siebie więcej niż 3,14, bo to jego średnia po podstawówce, choć każdy mówi przecież, że stać go na wiele. Stać go na wiele, to prześladuje, ostatnio ważył woreczek koki po wąsie, trzy czternaście, trzy czternaście, ambicje go jedzą, skubią palce od stóp, już tak wiele lat, a on pozwala im na to, pozwala i nie robi nic, prócz szeregu dzieci, orgazmów męskich i bohomazów po prochach i wie to, i czuje całym sobą, i wciąga te dragi każdą częścią ciała, żeby zapomnieć, nie myśleć, nie przeżyć niczego. W tym celu posunie się do czynów skrajnych, tylko daj mu powód, choćby nie wiem jak błahy. Kiedyś robił wszystko, by zdobyć tron, był ateistą z autoagresją za pan brat, pretendował do miana archeologa lub astronauty i zwijał małe łyżeczki z każdego lokalu, przez który się przewinął. Miał lat 3+1+4 (znów, znów, znów), potem się skończyło, neutralne 21 i mówił mamo, mamo, w Norwegii mogę zarobić 13 tysięcy nie robiąc nic, siedem miesięcy i będę miał na mieszkanie, spróbuję jeszcze raz z tymi studiami! Świat już wtedy przybrał kolor czerni, 70PLN za paczkę papierosów przerosło jego możliwości, po dwóch tygodniach już go w Oslo nie ma. Zostaje jedynie natarczywe szukanie określenia na ten ciemniejszy kolor. We wszystkich wymiarach, światach równoległych i krajach Unii Europejskiej.
 
Gawriił "Kobra" Smirnow, 29, Rusek z Polski, dostarcza pizzę i niepokój gratis.

6 komentarzy:

  1. [Witam, cześć, ciekawa postać, fajna karta.]

    Inge Hjort

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawie zapomina o ostatnim kliencie tego dnia i udaje się w zupełnie innym kierunku, dopiero na miejscu przypominając sobie o zamówieniu. Przeklina pod nosem, w ostatniej chwili zmieniając trasę. Po drodze wchodzi jeszcze do mieszkania, sprawdza ilość prochów, rozdziela je i opuszcza tę obskurną norę zanim ktokolwiek zdążyłby go zauważyć. Spóźnia się. Wchodzi do klubowej łazienki i otwiera odpowiednią kabinę, po czym zatrzaskuje drzwi wątpliwej jakości. W milczeniu przypatruje się mężczyźnie, sprawdzając w jakim jest stanie, po czym sięga do kieszeni spodni i wyciąga upragniony towar. Powstają komplikacje, a Zeno zamiast zaproponować mu zamiennik, w którego jest posiadaniu, jedynie uśmiecha się prześmiewczo.
    - Nie mam nic innego – rzuca luźno, kłamiąc bez problemu. Nie musi być geniuszem ani zbyt wnikliwym obserwatorem, żeby zauważyć, że klient ma niemały problem. – Możesz wziąć to albo wypierdalać. Twój wybór.
    Jeszcze przez chwilę stoi w bezruchu z uniesionymi w górę brwiami, wyciągając w jego stronę woreczek z prochami, a kiedy ten nie reaguje, jego usta rozciągają się jedynie w szerszym uśmiechu, jakby strata pieniędzy i klienta były czymś dobrym.
    - To jak będzie? – pyta, gotów schować towar do kieszeni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odczuwa satysfakcję, dopóki ten nie wstaje. Zdążył zapomnieć, że ten w tak znacznym stopniu góruje nad nim wzrostem i choć sam nie ma z tym problemu, wie doskonale, że oni wszyscy czują się lepsi i silniejsi. Zaciska zęby ze złości, kiedy ten na niego napiera i już wysuwa kolano w górę, żeby go od siebie odepchnąć, ale ten już rusza w kierunku kabiny. Nie ma czasu, żeby powstrzymać go przed otworzeniem drzwi, natomiast starcza go, żeby zacisnąć dłoń na kapturze cudzej bluzy. Pociąga za nią na tyle mocno, by materiał utrudnił oddech choć na chwilę. Zatrzaskuje drzwi łazienki i wzrasta w nim złość, bo próby oszustwa czy chęć kradzieży sprawiają, że krew zaczyna w nim wrzeć, a furia rozstraja wszystkie neurony w mózgu. Jest niski i zwinny, dlatego szybko przedostaje się pod jego ramieniem i staje naprzeciw, brzegiem dłoni uderzając w czułą krtań.
    - Najpierw zapłać – warczy przez zęby i ani mu się myśli przepuszczać go. Tego dnia jeszcze nie czuł tak dobitnie zimnego ostrza przy swojej skórze i teraz ono aż prosi o to, by go użyć, a Zeno zdaje sobie sprawę, że jeśli klient zacznie się rzucać, któremuś niewątpliwie stanie się krzywda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widzi w tej sytuacji nic zabawnego, nie zauważa też, że mężczyzna robi to celowo, przez co irytacja wzrasta z każdą kolejną sekundą. Nie przywykł do odpuszczania zapłaty czy też pozwalania innym na podobne zagrywki, toteż jego złość kumuluje się wewnątrz, procent po procencie i Zeno wie doskonale, że w momencie krytycznym będzie w stanie nawet go zabić za te dwa gramy, jeśli ten nie zapłaci za nie należycie. Wcale nie odczuwa, by jego szanse malały przez wzrost bądź też siłę, wystarczająco wiele razy wdawał się w uliczne bójki, by zyskać pewność siebie i pod tym względem. Patrzy mu prosto w oczy i czubkiem ciężkiego buta celuje prosto w piszczel, używając do tego tyle siły, ile daje mu rozmach w niewielkiej kabinie. Chce usłyszeć dźwięk łamanej kości, a świadomość że nie jest w stanie rozkruszyć jej na kawałki, tylko go podminowuje.
    - Skończ pieprzyć i dawaj forsę – rzuca, zaciskając wargi w wąska linię, tak że te niemal zanikają ja jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko dzieje się nazbyt szybko i Zeno sam nie wie, kiedy dokładnie wypada mu nóż z ręki i daje się opanować przeciwnikowi, do tego stopnia, że stoi teraz przyparty do ściany. Trzęsie się ze złości, szczególnie w momencie, w którym ten napiera na jego krocze. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę z tego, jak jego ciało zareagowało na cudzą obecność i dotyk. Nogi dygocą mu z niepokoju i biorąc zamach nie myśli nad konsekwencjami – rzuca się na niego i tym razem to klient opiera się o ścianę, a on z impetem uderza pięścią w jego twarz. Dyszy ciężko, jakby właśnie przebiegł maraton. Nie jest zmęczony, natomiast frustracja rośnie i rośnie; uderzenie wcale jej nie zmniejszyło. Wręcz przeciwnie, ma ochotę zniszczyć jego twarz, rozkwasić ją, spoglądać jak krwawi, a potem jeszcze zgnieść podeszwą ciężkiego buta.
    - Dawaj forsę – syczy przez zęby, a świadomość że reakcje ciała są równie silne, co wcześniej tylko rozjuszają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Agresja ze strony klienta jest dużo bardziej zrozumiała niż jego spokój, dlatego Zeno zaczyna czuć się bardziej komfortowo. Niemal się rozluźnia w oczekiwaniu na kontratak. Problem pojawia się, gdy ten nadchodzi z zupełnie innej strony niż oczekuje. Przełyka ślinę, a chwilę później jego policzek jest przyciśnięty do zimnej, brudnej ściany kabiny. Bierze szybki haust powietrza i próbuje się wyrwać, ale jego siła jest zbyt niewielka przy przeciwniku niemal dwukrotnie większym. Zasycha mu w gardle, kiedy cudza dłoń zaciska się na jego męskości i jest pewien, że to spowoduje nagły spadek podniecenia, lecz nic takiego się nie dzieje. Pęcznieje jeszcze bardziej między jego palcami i aż go nosi z tego powodu. Nie chce, by ktokolwiek był świadkiem takiego poniżenia, nawet ten, który się go dopuszcza.
    - Zostaw mnie, kurwa – warczy, odpychając się dłońmi od ściany. Jako że mężczyzna napiera na niego swoim ciałem, nie jest w stanie unieść się nawet o kilka centymetrów, co tylko zwiększa gniew. – Pierdol się – rzuca wściekle, wypychając biodra do tyłu. Liczy na to, że uda mu się w ten sposób zrobić sobie więcej miejsca, ale zamiast tego czuje jedynie cudzą męskość na swoich pośladkach i z tego wszystkiego znów przykleja się do ściany, byle jak najdalej od niego.

    OdpowiedzUsuń