czwartek, 21 sierpnia 2014

Bang bang.

Bang bang.
Ain't no sunshine.
Kill me baby here.

    Sąsiadki patrzą na nią krzywo. Femme fatale! Rok temu pochowała męża, ale zapomniała pochowac z nim wspomnień. Kiedy zapomina o tym, że nie wierzy w Boga modli się, by przypilnował Arthura aby ten nie pił za dużo kawy. Ręce mu się przecież od tego trzęsły i nie mógł malowac. Jako córka muzyka jazzowego miała wtykę do artystycznego świata. Do artystycznych przyjęc, artystycznych prochów, artystycznych wymiocin i artystycznych pomyłek. Swojego małżeństwa nie zdążyła uznac za pomyłkę, bo trwało stanowczo zbyt krótko i nie zdążyli się z Arthurem wzajemnie pozabijac. Potłukli tylko kilka talerzy.
Płakała za nim dużo, teraz jedynie łka z nudów i samotności, tarmosząc Helgę, która już dawno temu przestała byc młodym kotem. Znienawidzona przez sąsiadki ( które kochały jej czterdziestoletniego męża) bo podobno otruła ukochanego. 
Ma brata, który ma trzydzieści osiem lat, sam siebie nazywa "pieprzonym pedałem" i sprowadza jej do domu swych kochanków, kiedy gości w Kopenhadze. Mi woli nawet nie wiedziec, czym zajmuje się ten pederasta (prócz jęczenia jej za ścianą), ale lubi jego masaż stóp i wina, które jej kupuje. Szczególnie jednak lubi wkurzac jego kochanków, kiedy to rano udaje jego dziewczynę, psując ochotę na szybki numerek w kuchni. 
Ma też sąsiada, który mieszka z nią okno w okno. Każdego wieczoru czeka, aż ten zapali światło w swojej sypialni i rozbiera się do kąpieli, czując na sobie jego wzrok. Mały rytuał, który daje jej pewnośc siebie, bo gdyby nie było na co patrzec, nigdy by nie spojrzał. Czuje się wtedy kobietą pustą, bo zwraca uwagę na swą zewnętrzną powłokę (jakkolwiek górnolotnie to brzmi), ale tłumaczy sobie, że skoro pisze, to jej wolno. Przecież artyści nie są puści, prawda? 
Nie ma siebie. 



Mimir Carlsen 
Pracuje w domu, pisze do czasopisma Gaffa i stara się doprowadzic do końca drugą książkę. 
27 lat
Kotka Helga i zepsuty ekspres do kawy.
Tanie papierosy z przyzwyczajenia, drogie buty bo wreszcie może takie miec. Maszyna do pisania, tak retro i MacBook obok. Firanki w oknach, kwiaty na balkonie a w doniczkach pety. 

[Brak polskiego "ci", ale tego z kreską. Poprawię kiedyś ]


11 komentarzy:

  1. SÓLVEIG KAAS

    [ Przeczytawszy twoją kartę, stwierdzam, że dobrze widzisz. ;D To co, piszemy coś? Zwykłe spotkanie przyjaciółek czy wolisz coś bardziej wymyślnego? ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [On nie chce być sąsiadem nikogo, ale lepiej mieć młodą, ładną sąsiadkę niż zrzędliwą babulinkę, więc niech będzie. ;D]

    Krister

    OdpowiedzUsuń
  3. [Może być jej sąsiadem. Niech jest jej sąsiadem i pali po kryjomu z nią papierosy. ;)]

    Krister

    OdpowiedzUsuń
  4. SÓLVEIG KAAS
    [ W takim razie zaczynam, bez zbędnego gadania. Jeśli dopuściłam się jakiegoś nadużycia w temacie Arthura i Mirmir, to przepraszam i proszę o skorygowanie lub zignorowanie błędnej informacji. ;D Tak poza tym, mogłabyś skrobnąć kilka słów na temat Arthura? Czy to w wątku, czy komentarzu odautorskim albo nawet do mnie na mejla (podany w profilu). Po prostu chciałabym nieco o nim wiedzieć, skoro to przez niego Sólveig i Mirmir się znają. ]

    Wielokrotnie obserwowała Arthura przy pracy i za każdym razem była oczarowana. Z zachwytem obserwowała, jak płótno zapełniało się kolorami, jak pozornie przypadkowe kształty zmieniają się w to, co pełniło główną role obrazu. Kiedy patrzyła na gotowe dzieło, najczęściej walczyły w niej dwa uczucia – podziw i zazdrość.
    Kiedyś – po latach nie umiała przywołać dokładnej daty – gdzieś – ani miejsca – przeczytała o pewnych wierzeniach. Nie pamiętała, w jakiej książce na podobną wzmiankę natrafiła ani nawet o jakie plemię chodziło, ale to nie było istotne. Ważne było, że niektórzy ludzie wierzyli, że wraz ze zjedzeniem ciała danego człowieka wchłaniają również jego mądrość. Pewnego dnia Sólveig zastanowiła się na pewną kwestią; gdyby skonsumowała Arthura, to czy zyskałaby jego talent? Myśl była absurdalna i uleciała tak szybko, jak się narodziła, więc kiedy znakomity malarz zmarł, Sólveig już o tym nie pamiętała.
    Oczywiście było jej bardzo przykro z powodu tej straty, ale potrafiła znaleźć również jaśniejsze światło w tej sytuacji. Owszem, wiedziała, że po Arthurze zaraz zostanie jedynie kupa prochu, więc nic ciekawego, ale w tej sytuacji najprawdopodobniej był tak wolny, jak nigdy wcześniej. A przecież chyba każdy artysta marzy o zrzuceniu ciężkich łańcuchów. Poza tym Sólveig była pewna, że i tak ten mężczyzna za długo by nie pożył, bo wkrótce ktoś by go zabił – ona czasem miała ochotę go udusić, więc co dopiero musiała czuć jego żona…
    Mirmir również była niezłą sztuką. O ile Sólveig tylko czasami miała ochotę pozbawić Arthura tchu, o tyle tylko chwilami nie miała chęci na wywleczenie flaków z Mirmir. Kaas już tak miała, że im mocniej kogoś lubiła, tym częściej ten ktoś ją denerwował. Pewnie dlatego że spora część spośród tych, których darzyła sympatią, w jakimś stopniu przypominała ją samą, a własne cechy u kogoś innego irytują najbardziej. Przewracała z rozdrażnieniem oczami, kiedy widziała niektóre zagrania Mirmir, i lubiła jej dogadywać, ale to było całkiem przyjemne. Więc kiedy kobieta wspomniała coś o ciekawym sąsiedzie i zaprosiła do siebie na kawę, Sólveig długo nie zwlekała.
    Zresztą rzadko marnowała możliwości wyjścia. Była niespokojnym duchem, który nie lubił siedzieć we własnym mieszkaniu, wolał pałętać się po znajomych czy mieście. Długie godziny potrafiła spędzać tylko w pracowni, ale tam nie mieszkała. Żyła za to w radosnym kołchozie, co na dłuższą metę było nieco męczące.
    Kiedy znalazła się pod drzwiami mieszkania Mirmir, nawet nie pokusiła się o zapukania, tylko od razu weszła do środka, wiedząc, że przyjaciółka i tak nie zamknęła drzwi na klucz. Zrobiła to tak cicho, że człowiek mógł nie zorientować się od razu, ale czujne kocie ucho wyczaiło obecność człowieka. Helga od razu przybiegła.
    – Och, witaj, piękna – powiedziała Sólveig i schyliła się, aby pogłaskać kotkę.
    Uwielbiała koty. Można było powiedzieć, że nawet miała własnego, chociaż nie była pewna, czy to prawda. Może tylko karmiła czyjeś zwierzę? W każdym razie, czasem przychodził do niej bury kocur, z którym się bawiła i o którego dbała, a który potem znikał na kilka dni, czasem tygodni. Ale zawsze wracał.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Krister będzie sąsiadem z balkonem. ;D]

    Zamknął drzwi do pokoju dzieciaków. Było grubo po dwudziestej drugiej, a on dopiero skończył czytać im kolejny rozdział Harry’ego Pottera. Czasami żałował, że zabrał pierwszy tom z antykwariatu i uraczył opowieścią Madsa i Alvę. Dzieci niemal piały zachwytu każdego wieczora, bo mieli odkrywać kolejne przygody młodego czarodzieja. Po części mogły się z nim utożsamiać, bo podobnie jak fikcyjny bohater i oni stracili rodziców. Alva głęboko to przeżywała, a Mads chyba zaczynał rozumieć znaczenie przyjaźni, bo więcej czasu poświęcał młodszej siostrze.
    Upewnił się, że żadne z zabawek nie są porozrzucane po salonie i wygrzebał z barku ukrywaną tam paczkę papierosów. Ani Alva, ani Mads nie tolerowali jego nałogu, dlatego dopiero, kiedy spali, wychodził na balkon, siadał pod ścianą i odpalał szluga. Tak, jak teraz. Balkonowe drzwi zostawił uchylone, na ramiona zarzucił bluzę i usiadł. Wpatrywał się w niebo częściowo pokryte chmurami. Zaciągnął się dymem i odetchnął. Przymknął oczy.
    Nowe mieszkanie wymagało remontu, ale nawet nie miał czasu, aby się za to zabrać. Był zmęczony wychowaniem dwójki dzieci, ale kiedyś obiecał bratu. A obietnic nie łamał. Alva i Mads łagodzili to jego gryzące serce, ale nie na tyle, aby czasami nie podniósł na nich głosu. Słysząc szelest ze swojej lewej strony, obrócił w tamtą stronę głowę, spojrzenie zatrzymując na kobiecej sylwetce.

    Krister

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jestem poza miastem i odpisywanie Cesarem musi poczekać do jutra. A jeśli wymyślisz nam ładny wątek to możemy działać cuda i tutaj]/Zeno

    OdpowiedzUsuń
  7. [Sprawa z Zeno jest taka, że uważa siebie za stuprocentowego heteryka i gdyby ktoś zarzucił mu bycie gejem to pewnie wybiłby mu wszystkie zęby. I nie wiem czy on kogokolwiek, kiedykolwiek lubił. To narwaniec i szaleniec. Ale w sumie wpadłam na pomysł. Zeno faktycznie był dilerem Arthura, a ten mógłby mieć u niego jakieś długi i teraz mój chłoptaś przyszedłby wyrównać rachunki. A że to raczej bydlak to niewiele przejmie się tym, że Arthura już nie ma i stwierdzi, że dług przeszedł na Twoją panią.]/Zeno

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć.
    Dziękuję, Twoja pani też niczego sobie. I chciałabym wątek, ale nie mam pomysłu. :<]

    Ragnar

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przeziębienie + lenistwo, nie polecam. Wybacz zwłokę.
    Cieszę się, że Cię tutaj widzę! Sąsiedzi będą okej, o ile Mimir nie mieszka w żadnej z bogatszych dzielnic, czego przypominam sobie z czytania Twojej karty te parę dni temu. Kai zamienił własny dom na tanie, więc i dość obskurne mieszkanie około dwa miesiące temu. Mimir mogłaby zauważyć nowego sąsiada, który wychodzi z domu tylko późnym popołudniem i wraca nad ranem. W różnym stanie. Jako niepomysłowy człowiek nie jestem w stanie zaproponować niczego więcej. :<]

    Jonasen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Och, dżizas, trochę nie ogarnęłam. Mój mózg jeszcze nie pracuje tak, jak powinien. Tak, Kai może podglądać Mimir do woli, o ile ostatecznie dobrze interpretuję. XD]

      Usuń
  10. SÓLVEIG KAAS

    [ Puk, puk, jesteś tu jeszcze? ]

    OdpowiedzUsuń