żebyś nie mógł beze mnie żyć,
żebyś nie mógł o mnie zapomnieć.
Johanne HANNE Thorsen, 19
początki studiów fotograficznych naprzemienne, w miarę możliwości, z pracą w kwiaciarni, kawiarni lub gdziekolwiek indziej
Swoje niezrównoważenie psychiczne śmiało mógłby wytłumaczyć skazą
na własnym genotypie, a sprawczynią tejże byłby nikt inny, a właśnie matka-furiatka
ze zdecydowanie zbyt dominującymi, choć recesywnymi allelami. Gdyby miał
przedstawić wyraziście własny fenotyp, to równie dobrze mógłby ukazać wszystkie cechy
dziedziczne u swojej matki-furiatki, bo odziedziczyłby po niej niemalże
wszystko. Miałby dokładnie taki sam prosty nos, blond włosy, długie rzęsy,
szare oczy. Łączyłoby go z nią nieskończenie wiele cech, które wchłonąłby
poprzez przebywanie z nią w jednym mieszkaniu, pomieszczeniu przez przynajmniej kilkanaście lat. Oboje piliby mleko wprost z
kartonu i ignorowaliby czynność tak prozaiczną, jak zamykanie za sobą szafek w
kuchni, w łazience, w garderobie. Byliby dwuosobową rodziną, dwójką furiatów, która patrzyłaby krzywo na świat ze swojej niskiej perspektywy. Czułby się uszczęśliwiony, mając kogoś, do kogo mógłby być tak podobny, kto wiedziałby doskonale już przy pierwszym spotkaniu, że jego chromosomy płci to dumne XY, a nie XX.
Nie może jednak wytłumaczyć, poza jego zasięgiem jest zrzucenie jego budowy i wyglądu na matkę-furiatkę, bo tej zwyczajnie w jego życiu nie było już od początku. Nie ma na tym świecie osoby, która nie miałaby wątpliwości co do tego, jakie narządy rozrodcze posiada, bo pani u której pracuje wciąż przygląda mu się podejrzliwie. Dwuosobową rodzinę stworzył z wielkim psem, który potrzebuje zbyt dużo karmy i na spacerze z nim wygląda wręcz groteskowo. Sam musi dbać o to, żeby wypić mleko z kartonu i zapomnieć o zamknięciu szafki odkąd po opuszczeniu sierocińca żyje na własny rachunek.
Nie może jednak wytłumaczyć, poza jego zasięgiem jest zrzucenie jego budowy i wyglądu na matkę-furiatkę, bo tej zwyczajnie w jego życiu nie było już od początku. Nie ma na tym świecie osoby, która nie miałaby wątpliwości co do tego, jakie narządy rozrodcze posiada, bo pani u której pracuje wciąż przygląda mu się podejrzliwie. Dwuosobową rodzinę stworzył z wielkim psem, który potrzebuje zbyt dużo karmy i na spacerze z nim wygląda wręcz groteskowo. Sam musi dbać o to, żeby wypić mleko z kartonu i zapomnieć o zamknięciu szafki odkąd po opuszczeniu sierocińca żyje na własny rachunek.

SÓLVEIG KAAS
OdpowiedzUsuń[ Cześć. ;) To, co napiszę, w sumie ważne dla postaci nie jest, a przynajmniej nie najważniejsze, ale... ojej, jak on dziewczęco wygląda! ]
[Jestem okropna. Myślałam, że to dziewczyna. Jaki on fajny! Mimi wchodzi w wiek, kiedy zachciewa jej się dziecka. W sumie, to ciągle tylko o tym myśli, bo nie wierzy, że znajdzie fajniejszego mężczyznę od jej zmarłego męża. Żeby nie było porozumień- był fajny żywy, teraz trochę wieje od niego chłodem. Mogłaby mu matkowac, widząc, jak czasami nieporadnie sobie radzi. Nie ma super mieszkania, super auta ani nic takiego SUPER, prócz pary butów i konta (z którego prawie nie korzysta, bo do tego jest potrzebna karta, a to zło techniki któremu Mi nie chce ufac). Czasami podrzuciłaby mu zupę, zrobiła zakupy i udawała, ze to nie ona zostawiła torby pod jego drzwiami. ]
OdpowiedzUsuńMimir
[Twoje słodkie pedały zawsze są słodkie. A moje komentarze ambitne bardzo.]/Zeno
OdpowiedzUsuń[To jest zawsze jakiś pomysł]/Zeno
OdpowiedzUsuń