When no one will save you
Be a shining light
Going nice
Make you burn all up inside
Budzik
zadzwonił o siódmej trzydzieści, a pościel przyjęła kształt ośmiornicy, gdy
opuściła łóżko. Na dnie kubka brakowało siedmiu milimetrów miodu i paru kropli
cytryny, a mimo to wypełniła go kawą. Prawe kolano dżinsów raziło plamą wybielacza, telefon zaliczył zgon w
umywalce, tuszu starczyło tylko na jedną powiekę. Między kromkami jasnego i
razowego chleba zmieściły się dwa plasterki żółtego sera i parę rzodkiewek. Obrus z dziesiątek niedokończonych wierszy ściśniętych agrafkami przesiąkł sokiem z malin, a ściany zapełniały rysunki z obcych krain. Klucze wylądowały pod wycieraczką, zasmarkana chusteczka na jej powierzchni. Zawartość
torebki rozsypała się między siódmym a ósmym stopniem klatki schodowej,
taksówka odjechała zanim zdążyła otworzyć usta. Francuskie przekleństwo
przecięło powietrze przy drugiej sekundzie biegu. W szaleńczej drodze popchnęła
dwie kobiety, jedno dziecię, a pierwszy urwany oddech nabrała dopiero przy
czerwonym świetle. Gdy zalśniło szmaragdem, jej stopy były drugą parą w
ferworze ulicy. Trzy i pół momentu przed zetknięciem się blaszanej bestii ze
skórą mężczyzny impuls przejął umysł, a ciało poruszyło ciało. Koła starły
kości w proch, karoseria przeorała skórę, metal przebił wnętrzności. Ciemność.
Tove
Stenberg. Dziewiętnaście lat, kawalerka na pierwszym piętrze, stoisko z
naleśnikami w centrum handlowym. Sześć miesięcy temu wyszła ze szpitala z
blaszaną lewą łydką, paroma ohydnymi bliznami i cudzą nerką, okrzyknięta przez prasę drugą
Matką Teresą ratującą ludzi spod kół samochodów kosztem własnego życia. Ku
cichej uciesze niemal zapomniana.
zdjęcie stąd
cytat stąd

[Cześć, wpadłam powitać i w razie chęci zaprosić na wątek. :D]
OdpowiedzUsuńRagnar
[A to i ja powitam, życząc przy tym udanego pobytu i mnóstwa wątków. Z kartą zapoznam się później, teraz niestety jestem ledwo żywa. A jeśli coś ci wpadnie do głowy, to zapraszam albo do Kristera, albo do Elsy. ;)]
OdpowiedzUsuńKrister/Elsa
[Bezczelnie cię zakrywam. Ale też i zapraszam do jakiegoś wątku ;)]
OdpowiedzUsuńPia
[Witam się serdecznie! Tak sobie myślę, że Selma mogłaby się zajadać naleśnikami bo nic bardziej oryginalnego do głowy mi nie przychodzi.]
OdpowiedzUsuńSelma
[Cześć! Tove mi się miło kojarzy z Muminkami. :D
OdpowiedzUsuńNie wiem, Sven generalnie jest taki bardzo do rany przyłóż, chociaż się czasem wydaje, że jest inaczej. Mogliby załapać jakiś kontakt, nie wiem, prowadzić takie bardzo luźne rozmowy, bo on nienawidzi ciszy i czasem musi coś powiedzieć, i zawiązałaby się między nimi jakaś relacja, ale tak tylko rzucam pomysłami, bo jestem kompletnie wyprana z kreatywności. :<]
Sven
[Łojezu, łojezu. O tej porze to trudne się wykombinowanie, jak to rozegrać w pierwszym wątku, dlatego przemyślę to już... po przebudzeniu. Ale pomysł sam w sobie niezły. :D]
OdpowiedzUsuńKrister
[Cieszę się, że napisałaś, bo Twoja postać to jedna z tych, które mnie zainspirowały, żeby tu dołączyć. Cudownie napisana karta!
OdpowiedzUsuńA do pomysłu to nie jest on jakiś górnolotny, ale możemy zrobić, że Lars musiał wrócić do szpitala bo coś tam musieli mu wymienić po wypadku no i spędził tam dłuższy czas, więc tam mogliby się poznać XD no i teraz zależy od Tove jak się ich relacja potoczyła ;D]
Lars Unik
[Heeej. Nie miałam jeszcze okazji zajrzeć do Tove, dlatego teraz nadrabiam zaległości. Witam serdecznie i życzę duuużo weny, i ciekawych pomysłów, i żebyś była z nami tu jak najdłużej. Przy okazji chwalę kartę, bo jest naprawdę świetna. A do Lilki zapraszam po wątek.
OdpowiedzUsuńSądzę, że dziewczyny powinny się dogadać (;]
Lilja
[Cieszę się, że Zeno się podoba. Tove też jest świetna i tak jak zwyczajnie nie potrafię prowadzić wątków damsko-męskich, mogłabym się o taki pokusić. Czy masz już pomysł kogo ona uratowała spod kół samochodu? Bo jeśli nie to Zeno by się do tego nadawał. Zazwyczaj jest tak naćpany, że nie wie, co się dzieje. A teraz zobaczyliby się na ulicy i on poznałby ją i mogłaby być drama, bo on nie potrafi okazywać wdzięczności.]
OdpowiedzUsuń[Ukrywam się pod różnymi nickami, jak widać. To niezwykle miłe. Podoba mi się pomysł: obudzi się u niej, będzie zły i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ją okradł, a potem ona mogłaby go poszukać (wcale nie po to, by odzyskać rzeczy, choć on może tak właśnie pomyśleć). A dalej drama się potoczy.]/Zeno
OdpowiedzUsuń[Generalnie to było tak, że on 3 lata z Lilją(wtedy swoją dziewczyną) jechali na kolację z okazji ich rocznicy związku, brzydka pogoda, no i Lars wpadł w poślizg no i wpadli na drzewo. Generalnie oboje trafili do szpitala, Lilja się do niego nie odzywa bo obwinia go o wszystko(chciała być baletnicą, a nie może przez wypadek) no i generalnie zróbmy, że mu coś tam włożyli, jakąś zastawkę czy coś no i gdy Tove była w szpitalu on przyszedł żeby mu ją wyjęli.No i mogłoby dojść między nimi do zauroczenia jak byli w szpitalu, zgadzam się na wszystko co napisałaś! Tyle, że już wtedy Lars był załamany, że jedna z miłości nie chce słuchać jego tłumaczeń, więc teraz, on się nawet sam do Tove nie odezwie ;p]
OdpowiedzUsuńLars Unik.
Żarówka błyskała niebezpiecznie, wyraźnie grożąc bezwładnie leżącemu ciału Kai'a, że jeśli nie ruszy się z miejsca w ciągu kilku najbliższych sekund, jego mieszkanie spowiją ciemności. Przypadkiem naciął jeden z kabli w żyrandolu, próbując nadać salono-jadalni obraz zamieszkiwanego pomieszczenia. Nawet jeśli w całym mieszkaniu znajdowały się tylko dwa okna i żadne nie przypadało na to miejsce. Dzisiaj nie pracował w studiu tatuażu. Dzisiaj nie walczył w podziemiu baru ze striptizem. Poszarpana, ale nadal podłużna i krwista kreska poniżej lewego oka, niemal równoległa z linią żuchwy, niezgodna z kolorem bladożółtej skóry i mieszanką brązu z fioletem pod cieniem rzęs, cztery poważne i setka tych lekkich zagnieceń na szarości koszulki, rażące różnice w kącie ułożenia poszczególnych pasm włosów - wszystko, cholernie wyolbrzymione w świetle gasnącej żarówki, stanowiło parodię Kai'a Jonasena, prawnika z własnym gabinetem i dumną drewnianą ramką na ścianie. Był zły. Znudzony. I głodny. Lodówkę odłączył z prądu w zeszły czwartek lub piątek.
OdpowiedzUsuńW wolnym czasie, którego dostatek dostrzegał niemal boleśnie, rzadko przebywał w mieszkaniu. Krokiem, który już dawno przestał być elegancki, przemierzał centrum miasta praktycznie każdego wieczoru. Automatycznie kierował wzrok w stronę odwiedzanych kiedyś miejsc, zaglądał przez szybę do znanych sobie restauracji i śmiał się z tych, którzy siedzieli na miękkich krzesłach i wybierali pierwszy z trzech widelców. Nie przyznawał się, że tęskni za uczuciem posiadania fortuny na wyciągnięcie ręki - właściwie nawet nie miał komu się do tego przyznać. Do tego również się nie przyznawał.
Musiało nie być jeszcze dwudziestej, bo dział restauracyjny schowany za może już pięćdziesiątym butikiem nadal przypominał nieduże mrowisko. Kai stanął w kolejce i wsadził ręce z kieszeni, szukając zarówno monet jak i banknotów. Stając tuż przed ladą, wysypał z garści trzydzieści koron.
- Dobry wieczór - odburknął na szablonowe przywitanie. - Z serem i czekoladą.
Uniesienie wzroku było zarazem najlepszym i najgorszym, co mogło go spotkać właśnie dzisiaj.
Ciemne włosy, ale nie tak grube, jak te Andrei, zapamiętał podczas niezliczonych wizyt w szpitalu. Wyobrażał sobie jej jasne oczy, ale pomylił się - były ciemnobrązowe. Oblana rumieńcem twarz ustawiona pod zupełnie innym kątem wydawała się odrobinę obca. Stała przed nim jego własna Matka Teresa, nie mógł być w błędzie. Zbierała monety z tacki tak, jakby był zwykłym przechodniem, jednym z setki klientów, których dzisiaj obsłużyła, a Kai już nie czuł nudy, nie czuł głodu, tylko złość - chciał krzyczeć, że nie jest zwykłym przechodniem, przypadkowym klientem, że nie jest cholerną żarówką w salono-jadalni, której światło pojawia się i zaraz znika.
Nie wykrztusił z siebie słowa, cicho ciesząc się, że jest ostatni w kolejce, a głośniki mówiły o piętnastu minutach do zamknięcia centrum handlowego.
Kai Jonasen
[Dzięki!
OdpowiedzUsuńI ogólnie przepraszam za zapłon, miałam trochę do roboty...
Pomysł mi się podoba, tylko musiałybyśmy wymyślić jakieś okoliczności. To znaczy, Tove przyszłaby do biura czy raczej po prostu gdzieś by się trafili? A może wpadłaby do spożywczaka, upadłyby jej papiery, Ragnar pomógłby jej pozbierać i ogólnie wywiązałaby się jakaś rozmowa na ten temat?]
Ragnar