TIME IS MONEY, MONEY IS POWER, POWER IS PIZZA AND PIZZA IS KNOWLEDGE
SVEN ØRSTED
LAT 27, FIZJOTERAPEUTA
WŁAŚCICIEL CAŁKIEM PRZYTULNEGO MIESZKANIA I BARDZO PRZYTULNEGO KOTA
Sven
ma dwadzieścia siedem lat, prawie dobrze
płatną pracę, prawie ładnie
mieszkanie, prawie wytresowanego
kota, który ma wytresowanego właściciela, prawie
poukładane życie, a yin i yang
jego azylu stanowi krzywa lampa stojąca na środku pokoju, bo w
innych miejscach upada, roztrzaskując kolejne żarówki. Wygląda,
jakby sam kot się nią zajął, ale przypomina trochę te wszystkie
pierdoły, które Sven boi się wyrzucić – sentyment ma nawet do
poobijanego, przeciekającego kubka, ale nie wie, co z nim zrobić,
kiedy przychodzi do sprzątania. I upycha go w tym bałaganie, bo
czemu nie, potem jest kolejnym zmartwieniem, kiedy przyjeżdża matka
i krytykuje wszystko po kolei tuż po tym, jak zawartość szafki w
kuchni wypada na nią jak lawina. Podobnie rzecz ma się z ludźmi,
bo niby wychodzi na chama, kiedy ma miło skomentować czyjąś
sukienkę, ale działają na niego smutne miny i przeciąganie „e”
w jego imieniu. Nie podzieli się kanapką, ale kanapą już tak i
wyprzedzi pytanie odpowiedzią „tak, możesz”.
Wiecznie
bez cukru, z pożyczoną solą, chociaż to przynosi podobno gorszego
pecha niż przejście pod drabiną, ale kiedy jest głodny, to
przestaje być przesądny. Nie pamięta, co mówi pijany, a co
dopiero trzeźwy, nie spóźnia się jedynie do pracy, bo czynsz wisi
nad nim jak chmura gradowa. Gdyby nie był mugolem, wierzyłby w
istnienie nargli, tak jak teraz wierzy w potwora z szafy, ale sam nie
musi się martwić, bo ma tam tyle niepotrzebnych rzeczy, że nawet
by się biedak nie zmieścił. Straszy gości kotem, który potem
łasi się do nich jak ostatni zdrajca, pewnie dlatego reaguje tylko
na imię Brutus...
~
dzień dobry

[Pozwoliłam Ci mnie zakryć, wykorzystaj to, hyhy. :D]
OdpowiedzUsuńElsa
[Doris bardzo chętnie go zaaresztuje... CZEŚĆ! No Benio to to nie jest, ale, ale...]
OdpowiedzUsuńDoris
SÓLVEIG KAAS
OdpowiedzUsuń[ Łał, na tym gifie Madden wygląda tak przyjemnie, że w pierwszym momencie go nie poznałam. Fajny ten Sven, ale tutaj wszystkie pierdoły, który Sven masz małą literówkę. Cześć. ]
[Za to, że jest za słodki na przykład. ; / Może jej masować plecki po ciężkich interwencjach.]
OdpowiedzUsuń[Cukier jest bardzo niezdrowy!]
OdpowiedzUsuńSÓLVEIG KAAS
OdpowiedzUsuń[ Nie ma za co. Hm, a nie powinno być tam które, a nie których? W końcu te pierdoły, rodzaj niemęskoosobowy... E, nieważne. ;D
Kartę Sólveig mogłaś już widzieć – pierwszy raz ją umieściłam na blogu, którego akcja też była osadzona w Kopenhadze, ale to nie był ten grupowiec, którego Davs Kobenhavn jest reaktywacją. W blogosferze jestem zwolenniczką recyklingu, bo chyba jeszcze nie zdarzyło mi się, abym zdążyła zorganizować sobie jakieś wątki przy pierwszy podejściu do postaci. Przynajmniej jeśli chodzi o damskie postaci. ;D ]
Jeszcze niedawno odwiedzała rodziców bardzo często. Niemal każdego tygodnia znajdowała taki dzień, aby móc pojechać za miasto i spędzić tam choćby kilka godzin. Lubiła spędzać czas z Ditte, wiecznie pogodną, nieco pulchną kobietą, która przez problemy ze stawami i kręgosłupem, siedziała w domu, niemal przykuta do wygodnego fotela. Wmawiała jednak wszystkim, że czuje się lepiej, kiedy się rusza i korzystając z każdej możliwej okazji, grzebała w ogródku czy też sprzątała dom. Lars, adopcyjny ojciec Elsy i mąż Ditte, był na policyjnej emeryturze, nie musiał robić nic, a mimo wszystko opiekował się nie tylko budynkiem, ale też swoją kobietą, robiąc to na tyle subtelnie, że nie czuła się ona przywiązana i ograniczona. Elsa kochała swoich rodziców i uwielbiała to, jak radzą sobie ze starością. Teraz, biorąc dodatkowe zmiany w szpitalu, nie miała możliwości odwiedzania ich tak często, jakby chciała. Wróciła właśnie z dwudziestogodzinnego dyżuru.
OdpowiedzUsuńPod prysznicem stała wyjątkowo długo i zastanawiała się, jaki prezent sprawić ojcu na kolejne urodziny. Wiedziała, że Lars ucieszy się najbardziej wtedy, kiedy ich jedyne, adoptowane dziecko przyprowadzi do domu mężczyznę i oznajmi, że to ten. Ten jedyny, z którym będzie żyła tak szczęśliwie, jak żyli państwo Sorensen. Nie mogła tego zrobić, nie mogła im niczego obiecać, bo po prostu nikt taki się nie pojawiał. Nie szukała, bo nie miała czasu i nie chciała chodzić na randki, bo nie wiedziała, jak się wtedy zachować.
Wychodząc spod prysznica, nieco zagrzana, nastawiła wodę na herbatę, krzątając się po kuchni. Długie, szare dresowe spodnie i czarna koszulka z śmiesznym nadrukiem, czyniły ją jeszcze drobniejszą. Włosy spięła w wysokiego, niedbałego koka, nie zwracając uwagi na uciekające z niego, jasne kosmyki. Słysząc pukanie, przewróciła tylko oczami i uśmiechnęła się. O tej porze przychodziła do niej tylko jedna osoba. Niespiesznie, jakby na złość, ruszyła w stronę drzwi, powoli je otwierając i opierając się bokiem o framugę. Jedną nogę ugięła lekko w kolanie, ciężar ciała przenosząc na drugą, a ręce skrzyżowała pod niewielkim biustem.
— Witam sąsiada. Co sprowadza pana o tej porze? — spytała z przekornym uśmiechem, bo od zawsze uważała, że uśmiech to podstawa, że uśmiech jest najlepszą, jeśli nie jedyną, bronią na całe zło. Uniosła brwi, przechyliła lekko głowę i przypatrywała mu się uważnie. — A co jeśli skończyła mi się sól?
Elsa
SÓLVEIG KAAS
OdpowiedzUsuń[ Tak, to też fakt. Doskonale rozumiem, że ktoś często wznawia jedną postać, bo ją lubi, bo dobrze mu się nią pisze, bo to jego opus magnum i tak dalej, ale ja akurat częściej decyduję się na to z innych powodów. Na przykład Sólveig – zrobiłam ją na bloga, który został skasowany tak szybko, że właściwie nie zdążyłam zrobić wiele więcej niż tylko wkleić kartę. ;D Btw. też tam byłaś, czy tylko zaglądałaś?
Skoro już tak wymieniamy się komentarzami, to co, może pomyślimy nad jakimś wątkiem...? Jeśli masz ochotę. ]
[Kochaniutki. Wręcz odwrotnie proporcjonalnie do Zeno.]
OdpowiedzUsuń[cześć.
OdpowiedzUsuńkogo jak kogo, ale fizjoterapeuty Tove potrzebuje na pewno, więc chciałabym wątka, ale poza suchą relacją zawodową nie przychodzi mi nic do głowy, a coś bym tutaj dodała. masz może jakiś pomysł? jeśli tak, z przyjemnością zacznę. :)]
Tove.
Z butelką wetkniętą w drobne łapki przyglądała się sąsiadowi jeszcze uważniej, mrużyła szare slipia niczym niezadowolony kociak ─ nic dziwnego, że z Brutusem dogadywała się całkiem nieźle! Nadal opierała się o framugę i wcale nie myślała o tym, aby zrobić mu trochę wolnego miejsca, ale Sven i tak wszedł do jej mieszkania, wesoło ruszając w stronę przytulnego i przede wszystkim czystego salonu.
OdpowiedzUsuńElsa wyuczyła się już cierpliwości do tego dużego dziecka, bo jakby nie patrzeć ─ Sven właśnie nim był. Swoją pracę na oddziale traktowała bardzo poważnie, śmierć każdego małego pacjenta brała bardzo do siebie i za każdym razem potrzebowała znacznie więcej czasu, aby się pozbierać i z uśmiechem podchodzić do innnych dzieci. Szpital to było złe miejsce, a mimo to postanowiła być tam aniołem, który wcale nie miał lekko. Była też aniołem cierpliwości dla sąsiada, który wiecznie próbował ułożyć sobie życie z Brutusem. Dlatego nie odpowiedziała mu od razu, nie, nie. Odstawiła butelkę wina na stolik i zniknęła w kuchni, skąd po chwili wróciła z korkociągiem i dwiema lampkami. W drugiej ręce zaś niosła miskę z popcornem, który kupiła już jakiś czas temu. Nie przepadała za słonymi przekąskami, ale była głodna. Nie zdążyła zjeść kolacji, więc musiała zadowolić się prażoną kukurydzą. Usiadła obok niego, niemal natychmiast nogi układając na kanapie. Jedną ugiętą w kolanie przyciągnęła do siebie, a drugą ułożyła tak, jakby siadała po turecku. Na tej przyciągniętej wsparła podbródek i kątem oka zerknęła na mężczyznę. Chyba był jednym z nielicznych facetów, przy których się nie rumieniła!
─ Otwieraj ─ poleciła mu i westchnęła cicho. ─ Przy mnie nie marudzą ─ odpowiedziała z uśmiechem, chociaż miała ochotę mu powiedzieć, że niektóre z nich same umierają, ale wiedziała, że Sven przecież wcale nie miał na myśli prawdziwego ukatrupienia któregoś z jej pacjentów.
─ Ja nie będę marudzić, jak zrobisz mi masaż… ─ dodała po chwili i wyciągając się, sięgnęła do miski, w dłoń nabierając garść popcornu.
Elsa
[mhm, jeśli on taki do rany przyłóż, to może Tove na samym początku by sobie to nieco powykorzystywała? Znaczy się przez pierwsze miesiące po wypadku prócz traumy powypadkowej, bólu i ogólnego szoku była przerażona zainteresowaniem mediów, widziała swoje zdjęcia w gazetach i mimo troski rodziców (zresztą zbytniej troski) nie dało się jej całkowicie wyizolować od zewnętrznego świata, więc mogłaby szukać w Svenie przyjaciela, kogoś kto odwróciłby jej uwagę od słuchania o sobie w telewizji i trudności z przekonaniem psychiatry, że całe zdarzenie nie było próbą samobójczą. Tylko nie wiem, sądzę, że mogłaby mu się za bardzo narzucać, nawet wpraszać się do jego domu na noc, bo bezsenność we własnym jest nie do przeżycia. Po jakimś czasie, jakby się już ogarnęła i nieco dorosła, mogłaby uważać tamto zachowanie za dziecinne i żałosne i przeginać w drugą stronę - trzymać go na dystans, żeby nie zawracać mu głowy. Czy w rzeczywistości by mu wtedy przeszkadzała czy też nie nie ma za dużego znaczenia, bo Tove trudno przekonać, że prawda jest inna niż to sobie wyobraża. Co o tym myślisz? :)]
OdpowiedzUsuńTove.
Elsa ze względu na swoje… dzieciństwo nie mogła nie dorosnąć. Bycie dużym dzieckiem w niczym by jej nie pomogło, nadal nawiedzały ją koszmary i często miewała napady lęku - chowała się wtedy przed ludźmi, bo nie chciała, żeby widzieli ją w takim stanie. Może dlatego Sven odbierał ją tak, a nie inaczej. W gruncie rzeczy była smutnym człowiekiem, zwalczającym wszystko poprzez uśmiech, śmiech i długie, często niekonkretne rozmowy. Byli kompletnie różni, nie mogła się z tym nie zgodzić, ale nigdy na to nie narzekała. Nigdy się przy nim nie nudziła, to było jak… powiew świeżosci, kiedy tego samego dnia wprowadzali się na to samo piętro, a dwie godziny później Sven pojawił się w drzwiach jej mieszkania z pytaniem, czy ma szczyptę soli. Szczypty soli nie miała, nie zdążyła się nawet wtedy rozpakować, ale już w tamtym momencie wiedziała, że na lepszego sąsiada nie mogła trafić.
OdpowiedzUsuń─ Głupoty gadasz ─ rzuciła krótko, uśmiechając się przy tym lekko. Chociaż… chyba rozumiała te dzieci, zwłaszcza te chore i smutne. Robiła wtedy wszystko, żeby takie nie były, błaznowała, opowiadała zmyślone historyjki i organizowała przeróżne zabawy. Podobno minęła się z powołaniem, podobno powinna być pedagogiem, ale nie chciała tego. Nie chciała rozumieć dzieci, które były zbyt wesołe, których nie mogłaby pocieszać, a które smuciłyby się tylko wtedy, kiedy ktoś zabrał im ulubioną zabawkę.
─ Masz bardzo ładny uśmiech ─ przyznała i sięgnęła po kieliszek z winem, spoglądając na niego kątem oka. Wyprostowała się, uniosła naczynie. ─ Napijmy się za uśmiech oblecha ─ zasmiała się cicho, a prawda była taka, że oddałaby wiele za każdą chwilę, w której się z nim droczyła. ─ Możesz do tego rachunku dopisywać, co tylko chcesz, ale dzisiaj zrobisz mi masaż… Zapłacę za pizzę! ─ zaoferowała się niemal natychmiast, jednocześnie przesądzając o ich kolacji.
[Ktoś musi być tym złym. Chcę wątku, dasz wątku?]/Zeno
OdpowiedzUsuńSÓLVEIG KAAS
OdpowiedzUsuń[ Sólveig mieszka z kilkoma ludźmi, Sven mógłby znać któregoś z jej współlokatorów. Potrzebowałby czegoś od niego, więc pewnego razu odwiedziłby dom, który zamieszkuje także Kaas. Powiedzmy, że współlokator miałby zwrócić Svenowi jego własność, poszedłby jej szukać i zostawiłby gościa samemu sobie. Znudzony mężczyzna dostrzegłby kątem oka, że drzwi do jednego z pokojów są uchylone, więc wszedłby do środka. Zobaczyłby obraz na sztaludze i dotknąłby go. Farba jeszcze nie wyschła, więc coś się rozmazało...
W tym momencie do pokoju wchodzi Sólveig. To jej sypialnia i jej malowidło. Pewnie trochę pokrzyczy na Svena, a potem stwierdzi, że mężczyzna musi odkupić winę i spróbuje zaangażować go w pewien projekt. ]