środa, 20 sierpnia 2014

WE FADE TO GREY

ALEXANDRE CHRISTOFFERSEN
studiuje sztuki wizualne na Królewskiej Duńskiej Akademii Sztuk Pięknych
dwudziestodwulatek


Jedyny w swoim rodzaju. W swoim życiu słyszał to stwierdzenie miliony razy. Padały zazwyczaj z ust zachwyconych przyjaciółek jego matki, kiedy to jako dziecko zwykł biegać za kulisami teatru, w którym wszystkie pracowały.
Początkowo lubił spędzać całe dnie z matką, biegając po ogromnej scenie, przymierzając rozmaite kostiumy i wysłuchując komplementów wszystkich wokół. Jakież to dziecko jest niezwykle grzeczne. Ileż ma w sobie uroku! Kilka lat później nie miał już niestety czterech lat i przebywanie w miejskim teatrze było dla niego najsurowszą karą. Niegdyś wszystkie te kobiece piski na jego widok, szczypanie po policzkach i ciągle przytulanie go bardzo mu odpowiadało - teraz było prawdziwą udręką. Matka pozostawała jednak nieugięta, tłumacząc mu, że nie może zostać sam w domu. Kłócili się o to bez przerwy. Do czasu, kiedy któraś z piszczących blondynek odważyła się powiedzieć coś niewybaczalnego. Ten twój chłopak będzie łamał damskie serca! Wygląda zupełnie jak ojciec! To był ostatni raz, kiedy Alex postawił nogę w tym miejscu.

Życie z Hubertem też nie było łatwe - zwykła mawiać jego matka przy okazji każdej kłótni. Nigdy nie pojął, dlaczego to robi. Chce wzbudzić w nim poczucie winy? Przecież to nie przez niego odszedł od nich ojciec. Jego nie było jeszcze wtedy na świecie. Może to i lepiej - nigdy nie musiał oglądać tej jego kłamliwej, pewnej siebie mordy.
Piszcząca blondynka miała rację. Wyglądał jak ojciec, co bynajmniej mu nie przeszkadzało. Oprócz całkiem pokaźnych sum, które lądowały na jego koncie co miesiąc, Hubertowi Charette zawdzięczał ciemną, bujną czuprynę, brązowe oczy i nieprzeciętny wzrost. Z racji tego, iż pan Charette zaliczał się do grona Francuzów, matka zadbała o to, by perfekcyjnie opanował rodzimy język ojca, nadała mu także francuskie imię. Zdecydowanie za bardzo go kochała.
Po Hubercie, artyście na pełnym etacie, odziedziczył także zamiłowanie do sztuki w każdym tego słowa znaczeniu. Potrafił nieźle pisać, często malował, od święta grał na gitarze lub pianinie. Najbardziej lubił jednak rzeźbić. Uważał za fascynujące to, że może tak po prostu tchnąć duszę w zwykły kawałek drewna.

Po ojcu odziedziczył także spory pakiet wad. A może to nie wina ojca, tylko otoczenia, w którym dorastał? Był zapewne jedynym dzieckiem, z jakim miały do czynienia młodziutkie aktorki i tancerki, toteż nic dziwnego w tym, że zawsze uważał się za pępek wszechświata. Uwierzył w to, jaki to on nie jest uroczy i grzeczny. Uwierzył, że jest jedyny w swoim rodzaju, choć osobiście nienawidził tego stwierdzenia.
Narcyz-artysta, który widzi niewiele poza czubkiem własnego nosa. Ostatecznie jednak da się z nim żyć. Potrafi być bardzo miły, jeśli naprawdę się postara. I jeśli ktoś się nim zainteresuje.
Docenia piękno. Piękno natury, sztuki, muzyki, wyglądu zewnętrznego, ale i duszy. W głębi serca to dobry chłopak, trzeba tylko poświęcić mu trochę czasu, którego matce, wiecznie zawalonej robotą aktorce, zawsze brakowało.
Nienawidzi szarości. Nienawidzi, kiedy ludzie przystosowują się bezmyślnie do jakiegoś kanonu, nie mając nic do zaoferowania.



mile widziane powiązania.
w: Xavier Dolan

2 komentarze:

  1. [Dobry. Widziałam tego pana w "Wyśnionych miłościach". Przyjemny film. ]

    Mimir

    OdpowiedzUsuń
  2. SÓLVEIG KAAS

    [ Taka artystyczna Kopenhaga nam się tu robi. ;) Cześć, Alexandre, miło było przeczytać twój komentarz. Co do pomysłów... hm, może jakaś artystyczna prowokacja? Próba zorganizowania demonstracji? Co skończy się tak, że przyjedzie policja, aby rozgonić niepokornych, w tym Solveig i Alexandre'a. ]

    OdpowiedzUsuń