czwartek, 21 sierpnia 2014

Nie drażnij misia

KRISTER BERG
28 ─ WŁAŚCICIEL ANTYKWARIATU KORNKAMMER ─ WUJKOOJCIEC

Gryzł, gryzie i gryźć będzie ─ w ten sposób odpowiada każdej osobie, która zadaje pytania o to, dlaczego jest taki niemiły. Dlaczego ciągle warczy i burczy pod nosem, dlaczego nie uśmiecha się do klientów i dlaczego szczerzy zęby, kiedy jego przybytek odwiedzają marudzące babcie. Gryzł od małego, rzucał się na rówieśników, kiedy tylko nauczył się chodzić, a gdy zdążył podrosnąć, nie straszni byli mu koledzy starszego brata. Rzucał się z pięściami i zębami na każdego, a tylko przy jednej osobie potrafił zmienić się w potulnego baranka ─ przy ojcu, który nie bał się sięgnąć po skórzany pas lub trzepaczkę do dywanów. Przed obliczem ojca Krister był synem idealnym. Gryzie nadal, kiedy tylko ktoś próbuje się do niego zbliżyć, a nie jest z kręgu osób, które toleruje. Odpycha nie tylko swoją aparycją zarośniętego dziada, ale też krótkimi wypowiedziami, a czasami nawet brakiem odpowiedzi. Skrywa w sobie człowieka wrażliwego, który nie potrafi przypomnieć sobie szczęśliwych momentów z dzieciństwa. Pamięta chwile psot i dokuczania, ale w pamięci ma coraz mniej chwil, którym towarzyszył jego śmiech. Gryzie bardzo, kiedy ktoś zarzuca niechybne czyny bratankowi i bratanicy; gryzie, kiedy dzieciaki są nieposłuszne i nie ma już pomysłów na to, jak je poskromić. Będzie gryzł, bo bardzo się stara być najlepszym wujkoojcem na świecie. Będzie gryzł, bo kiedy podejmował się opieki nad sierotami, poprzysiągł Bogu i wszystkim innym istotom, które nad nim czuwają, że ochroni Mikaela i Alvę, że zadba o ich bezpieczeństwo i dobrą przyszłość. Będzie gryzł, bo nie potrzebuje ludzi, którzy lubią się nad nim litować.
Może przestanie gryź, kiedy ktoś mu na to pozwoli.

INNI


Dzieciaki na wychowaniu ma od ponad roku. Właśnie kupił nowe mieszkanie. Jest kucharką, niańką, sprzątaczką, słuchaczem, rozmówcą, koniem na biegunach, wujkiem od "weź-mnie-na-barana", matką, ojcem, starszym bratem, najlepszą przyjaciółką i antykwariuszem, który pali jak smok, ale tylko po kryjomu. Spotkać go można w antykwariacie Kornkammer, w parkach, sklepach, na placach zabaw, pieszych wycieczkach. Nie jest taki zły, jest dobry, ale drażliwy.

17 komentarzy:

  1. [A chciałby byc sąsadem Mimir? ]

    Mimir

    OdpowiedzUsuń
  2. SÓLVEIG KAAS

    [ Tyle wspomnień w karcie o gryzieniu, że na zdjęciu powinny być ukazane zęby Kristera. Przyjemniaczek. Co takiego zrobił Mads, że nie zasłużył sobie na wylądowanie w zakładce? ;D
    Cześć. ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Chce byc tym sąsiadem okno w okno, czy jakimś innym?]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chodziło o sąsiada z karty. Ale niech mają balkony obok siebie, skoro razem palą potajemnie papierosy. Bo Mimir też pali, tylko ciiii, nie mów Heldze. Mogą się dopiero poznac, skoro on taki "świeżak" ]

    OdpowiedzUsuń
  5. SÓLVEIG KAAS

    [ Mam pomysł na wątek, w którym Krister będzie mógł kogoś pogryźć, ale mam nadzieję, że jego ofiarą nie stanie się Sólveig.
    Tę postać robiłam na innego bloga, też o Kopenhadze, ale nie wyszło, więc przekleiłam ją tutaj. Tam było takie wymaganie, że każdy musi dodać postać do wolnych, więc stworzyłam współlokatorów Sólveig, których – a przynajmniej jednego z nich – chciałabym wykorzystać w wątku. Tutaj napisałam o nich kilka słów, więc jeśli myślisz, że przyda się to tobie w wątku, zajrzyj. Tyle tytułem wstępu. ;D
    W każdym razie, szalony współlokator Sólveig ukradłby dzieciaki będące pod opieką Kristera. Może dwoje, a może jedno. To, które jest ufniejsze albo bardziej żądne przygód. Oczywiście celem tego współlokatora, czyli Adama, nie byłoby porwanie. Chciałby po prostu na chwilę pożyczyć jakiegoś kilkulatka, bo sam jest dużym dzieckiem, więc szuka kogoś do zabawy. Korzystając z chwilowej nieuwagi Kristera, odeszliby na jakąś odległość od placu zabaw. Może nad jakieś jeziorko, aby postraszyć kaczki.
    Oczywiście Berg szybko zorientowałby się, że kogoś mu brakuje, pewnie najadłby się strachu, ale że nie wydaje się biernym człowiekiem, to przeszedłby do działania i znalazłby Adama z dzieciakami. A że opisujesz go jako człowieka drażliwego… Pewnie na odebraniu zgub i pokojowym rozejściu nie skończyłoby się. I w tym momencie pojawiłaby się Sólveig, która postanowiłaby wcielić się w rolę mediatora. ]

    OdpowiedzUsuń
  6. Obiecała Arthurowi, że rzuci palenie. Nie miało to związku z chorobą serca, która doprowadziła do jego śmierci, a ze zwykłą troską. Kilka papierosów dziennie, na które pozwalała sobie w tej chwili miały się nijak przy paczkach, które wypaliła. Jednak do papierosów dochodziły lampki wina, które pomagały jej zasnąc i uciec; zarówno przed tęsknotą, jak i samotnością, która kładła się obok niej każdego wieczora.
    Nie spodziewała się, że zastanie swojego sąsiada na balkonie obok. W okularach na nosie, powyciąganym swetrze i z lampką wina wyglądała jak nastoletnia smarkula, nie kobieta, której zegar biologiczny coraz szybciej zmierzał w stronę tykania.Może to dlatego, przez te zdradliwe hormony, była ostatnio opiekuńcza wobec kota, którego początkowo specjalnie zostawiała na balkonie, żeby ten spadł. Helga nie chciała, żeby ktoś zabierał uwagę Arthura, a Mimi była w tym wręcz wyśmienita, dlatego robiła jej różne świństwa (może nieumyślnie, ale Mimir zwyczajnie jej nieznosiła). Teraz jednak, Helga wyszła razem z nią i położyła się w przejściu, na wycieraczce.
    -Czyli to pan jest moim nowym sąsiadem- powiedziała cicho i wyciągnęła w jego stronę dłoń- Mimir Carlsen- przedstawiła się. Gdyby uścisnął jej dłoń, uśmiechnęłaby się. Gdyby ją zignorował, uznałaby ją za dupka, albo gbura, ale również by się uśmiechnęła. Gdyby ucałował jej dłoń, skrzywiłaby się i wróciła do mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Aż mi żal, bo ja dla przykładu czuję się o wiele lepiej w wątkach męsko-męskich. I taki smutek, że o ja.]/Zeno

    OdpowiedzUsuń
  8. [Nie wiadomo dlaczego wątki damsko-męskie prościej mi idą, a Krister, co gryzie byłby dla Tove niezłym wyzwaniem. Brak mi olśniewających pomysłów, ale dzieciaki mogą zajadać się co środę jej naleśnikami, zachwycać rysunkami potworów i księżniczek na serwetkach w gratisie i lubić jej towarzystwo, chociaż prośby do wujkoojca o zaciągnięcie Stenberg na spacer nie byłyby spełniane. I mogłaby od czasu do czasu wpadać do antykwariatu pod przykrywką poszukiwań kolejnego tomiku poezji, by z bliżej nieokreślonych powodów zostawiać pod okładkami najróżniejszych książek własne wiersze podpisane inicjałami. Może by być pewną, że zostaną kiedykolwiek przeczytane, może dla czystego urozmaicenia egzystencji, może, by pozbyć się ich z pola widzenia, może, by zostać nakrytą przez Kristera na gorącym uczynku i doprowadzić do konfrontacji bez Mikaela i Alvy (niecodzienny sposób na próbę zwrócenia na siebie uwagi, ale różne dziwota chodzą po ludziach). Albo Berg znalazłby jej małe dzieła przy porządkowaniu lokalu, nie domyśliłby się, że to o nią chodzi, a potem niechcący zauważyłby sprawcę wszystkiego, ale nie zatrzymywałby Tove, a wręcz przeciwnie, obserwowałby dziewczynę przy każdej wizycie i po jej wyjściu zbierał wszystkie wiersze.
    Jeśli to nie to, a Tobie wpadnie coś do głowy, z chęcią zaproponuję zaczęcie. :)]

    Tove.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Lubie zarośniętych dziadów! I lubię stare książki. Wiec i wątek pewnie bym chciała, tylko nie wiem jak ugryźć ten kawałek chleba... Może ty mi coś podrzucisz a ja zacznę ? :D]

    Pia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ślicznie dziękuję za zwrócenie uwagi oraz przemiłe słowa. <3
    Przepraszam Cię, ale mimo szczerych chęci nie potrafię zobaczyć w tym panu gbura. :< Dzieciaczkami się zaopiekował, ma fajną brodę, no do przytulania tylko! Znaczy, o ile nie będzie się odzywać wyrzucając z siebie milion ironicznych oraz złośliwych uwag na minutę...
    A tak poza tym to mam pomysł na wątek, ha! Lára desperacko szuka pracy, więc może by tak wpadła do jego antykwariatu z zapytaniem, czy nie znajdzie dla niej wolnego wakatu?]

    Lára

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ciężka sprawa,bo ona nie bardzo lubi dzieci ;< Chyba, że mu Alva gdzieś spieprzy i ona ją przyprowadzi do wujkoojca. Ewentualnie Pia może odwiedzać jego antykwariat w poszukiwaniu lirycznych perełek. ]

    Pia

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cieszę się, że się podoba i nie śpiesz się z rozpoczęciem, jeśli masz jakieś pytania czy cokolwiek, wołaj :D]

    Tove.

    OdpowiedzUsuń
  13. Miroslava przestała marzyć dawno temu – w dniu, kiedy rozpoczęła sie blokada Sarajewa okazało się, że marzenia to luksus, na który nie może sobie pozwolić. Nie było więc wielkich, górnolotnych pragnień, tylko wyznaczone cele, do których dążyła nawet po trupach – chciała coś osiągnąć i nikt nie mógł jej stanąć na drodze. Kiedy więc w wieku trzynastu lat powzięła decyzję, że – ku przerażeniu rodziców – że zostanie reporterem wojennym – bo przecież nie zna się lepiej na niczym innym niż na konfliktach zbrojnych, bo była w sercu jednego z krwawszych – a nie piękną tenisistką albo prawnikiem, albo lekarzem – bo nie bieganie z aparatem przecież planowali dla swojego jedynego, przygarniętego z ulicy dziecka, którego sami nie mogli spłodzić – trzymała się tego twardo. Pieniądze odkładała na nowy sprzęt, chociaż zaczęła pierwsze zdjęcia robić trzydziestoletnią Smieną ojca i kiedy zdała egzamin dojrzałości z naprawdę dobrymi wynikami, które otworzyłyby jej furtki na wszelkie studia, spakowała stary skórzany plecak i pojechała z generałem broni NATO, Wincklerem do Darfuru w dwutysięcznym piątym roku. Za sobą zostawiła łkającą matkę i swoją najlepszą przyjaciółkę, Liv – również łkającą – która jako jedyna akceptowała jej inność od pierwszego dnia w kopenhaskiej szkole.
    Pierwsze trzy dni były straszne – obrazy z dzieciństwa, kiedy Serbowie mordowali Bośniaków wracały do niej w każdej sekundzie życia, ale z czasem to minęło. To nie tak, że ogarnęła ją znieczulica – po prostu wiedziała, że nic nie może na to poradzić. Czuła się jak w dniu, w którym umarł jej biologiczny ojciec – odcięła się od bólu, straciła część uczuć do niego w ciągu dziesięciu minut, kiedy żołnierze prowadzili go na egzekucje, a on skomlał uniżenie o łaskę. Pierwsze zdjęcia sprzedała do amerykańskiego Newsweeka za pięćset dolarów i dzięki temu po powrocie do Danii – i popadnięciu w dwa nałogi tytoniowo-haszowe – po trzech miesiącach mogła sobie pozwolić na kupno sukienki, bowiem okazało się, że ma świadkować Liv na ślubie – z tym debilem – Mattiasem Bergiem. Okazało się jednak, że „impreza zaręczynowa”, nie była taka zła jak zakładała – szczególnie, że wtedy w tłumie gości odnalazła najcudowniejsze zielone oczy, jakie kiedykolwiek widziała. Myśl o Kristerze towarzyszyła jej cały wieczór i następny dzień, a dzięki temu, że i on miał zostać świadkiem – swojego starszego brata – mieli się widywać coraz częściej. I tak, nim się obejrzała, przepadła dla tych zielonych oczu i wiecznie przydługiej brody na tyle, że, chociaż to do niej nie pasowało, nogi jej miękły w kolanach na jego widok.
    Nie pasowali do siebie zupełnie, chociaż z czasem okazało się, że potrafią kończyć zdania drugiej osoby. Byli kompletnie różni i było coś w tym niedopasowaniu pięknego – mimo to ona nadal jeździła z ojcem na wojny, a ona siedział w bezpiecznej Kopenhadze; ona ukrywała wszystkie emocje pod maską wiecznie roześmianej hedonistki, a on gryzł i warczał, pozostając najbardziej burkliwym facetem w całej Skandynawii; ona eksperymentowała z narkotykami, on pozostawał przy nudnych amerykańskich papierosach. Powinna nim pogardzać, jak całą reszta masowego wyrobu świata, był przecież jedynie kolejnym banałem taśmowej produkcji – a przynajmniej tak by go oceniła, gdyby nie to, że go znała, a przynajmniej wydawało jej się, że go zna. W tym wszystkim jednak, najbardziej podniecająca dla niej była myśl, że on jest niedostępny. Zdawał się nie zwracać na nią uwagi, dlatego Mira tak bardzo go pragnęła i musiał minąć ślub, poprawiny, urodziny jego brata i święta, żeby on spojrzał inaczej na nią. Sylwester okazał się doskonałym momentem na zacieśnianie więzi, bo nie tylko trzymali swoje włosy, kiedy wymiotowali malowniczo po zbyt dużej ilości alkoholu, to kiedy się w końcu przebrali – dzielili wspólny pokój, bo przecież byli t y l k o przyjaciółmi – i spojrzała mu w oczy, świat jej się zawalił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było jak tornado, jak tsunami i jak wielki pożar spopielający cały glob na raz, kiedy tak stali naprzeciwko siebie i była pewna, że jeśli on nie odbierze jej dziewictwa – nie zrobi tego nikt. Skończyło się tak, jak chciała, ale on zniknął o poranku życząc jej mrukliwie szczęśliwego nowego roku i jakoś tak się złożyło, że się mijali, a jej głupia duma nie pozwoliła jej zadzwonić. Zrobiła to jednak miesiąc później, kiedy nie dostała okresu, a test ciążowy – podrzucony przez matkę pokazał dwie różowe kreski; była w ciąży i uznała, że Bóg widocznie lubi żarty. Powiedziała Kristerowi – właściwie od razu, wpadając do jego mieszkania i wyrzucając stamtąd jakąś dziewczynę. Liczyła, że chociaż byli młodzi i mieli całe życie przed sobą, on się nią zainteresuje, może wykaże chociaż nikłą chęć zajęcia się nią i dzieckiem, bo przecież niczego innego nie pragnęła – trochę opieki, odrobinę troski i silnych ramion owiniętych wokół jej ciała. On kazał jej na siebie uważać i nie imprezować – kiwnęła głową i zapowiedziała, że zgłosi się po próbkę DNA, a w konsekwencji o alimenty. Dwa miesiące później – mimo tego że nie paliła, nie piła, nic nie brała i nawet zaczęła spożywać świeżo wyciśnięte soczki – jej organizm odrzucił maleństwo pod jej sercem. W karcie pacjenta wpisano okrutne Poronienie z przyczyn naturalnych.
      Sądząc, że Berg ma w tak głęboko w dupie, ze mu ustami wychodzi to, co działo się z nią i ich dzieckiem działo, doszła do wniosku, że najlepszym sposobem odcięcia od tego sukinsyna bez serca – jak go nazywała w myślach – będzie powiedzenie mu, że kłamała. Do pokaźnego zbioru używek już następnego dnia po opuszczeniu szpitala doszedł vicodin i chloropromazyna dzięki uprzejmości koleżanki-pielęgniarki. Lekko otumaniona lekami, alkoholem i trawką pojawiła się w progu jego mieszkania i z histerycznym śmiechem stwierdzała, że żartowała i wcale nie była w ciąży. Nie wykalkulowała jednak, że w Kristerze obudzą się nagle ojcowskie zapędy – chociaż ona uznała, że chodzi tylko i wyłącznie o wielce zranioną dumę przez fakt, że dał się oszukać – i rzuci się na nią z pięściami. Na szczęście jednak się opanował, a ona nie straciła chłodu w czarnych oczach i kiedy kazał jej znikać – zrobiła to w podskokach. Kolejne lata spędziła więc na unikaniu go i spotykali się tylko na imprezach okolicznościowych u jego brata – zostali bowiem najbardziej niedobraną parą rodziców chrzestnych na świecie – i udawali, że się nie znają, traktowali siebie jak powietrze i tylko czasem Miroslava udawała, że przecież nic się nie stało i jest fajnie, a on i strata ich dziecka wcale nie rozpierdoliła jej serca na miliardy bolących kawałeczków.
      Uśmiech na jej twarzy wcale nie był sztuczny.
      Z czasem stało się z jej uczuciami do Berga niemal to samo, co z tym, co żywiła do ojca i wszystkich wojennych ofiar – w tym do siebie. Zaczęły po prostu zanikać, spychane przez bardziej przyziemne sprawy – takie jak kilku tygodniowa rekonwalescencja po postrzałach, albo dojście do siebie po porwaniu przez dżihad – ale wybuchały nagle fajerwerkiem, kiedy się spotykali, albo co gorsza, patrzyła mu w oczy. W czasie, kiedy borykała się wyrzutami sumienia, złamanym sercem i rozdartą duszą, zdążyła dostać nagrodę Pulitzera, zostać żoną i rozwieść się w spektakularny sposób, gdy mąż z zespołem stresu pourazowego niemal zakatował ją na śmierć; coraz częściej dochodziła do wniosku, że życie po prostu jej nie wyszło.
      W roku dwa tysiące trzynastym okazało się, że może być jeszcze gorzej – Liv, jej jedyna prawdziwa przyjaciółka, jej opoka, ktoś, do kogo mogła zadzwonić o każdej porze dnia i nocy zginęła. Od wielu lat nic nie załamało jej i nie przytłoczył tak, jak ta wiadomość – używki okazały się jedyną dobrą odskocznią, dlatego nawet – wiedząc, że zniszczyłaby dzieciaki – nie walczyła o opiekę nad Mikaelem i Alvą.

      Usuń
    2. Nie oznaczało to jednak, że ich nie odwiedzała, kiedy tylko mogła.
      Miała więc dwadzieścia siedem lat, poważny uszczerbek na zdrowiu, bagaż nieprzyjemnych doświadczeniem, poronienie i byłego męża na karku, kiedy stanęła na klatce schodowej – znowu, po ponad ośmiu latach – kamienicy w której mieszkał Krister. Długo zbierała się w sobie, zanim załomotała w drzwi; dochodziła jedenasta w nocy.
      — Berg! – Krzyknęła. – Rusz tutaj swoją zarośnięta dupę! Ciocia Mira wróciła z Syrii i wciąż żyje – grała, że jest radosna; czasem nawet udawała, że brała, byleby nikt nie pomyślał, było prawdą, że jest smutna. – No dalej, nie udawaj, że śpisz – zachichotała na dźwięk radosnego śmiechu dwóch urwisów, które, najpewniej bez zgody wujkoojca otworzyły z impetem drzwi. – Pasożyty! – Natychmiast uklękła, aby ich przytulić.

      Usuń
  14. SÓLVEIG KAAS

    [ Tak długo zwlekałam z odpisem, że nie wiem, czy tutaj ktoś żyje, więc wolę się upewnić. ;) Warto odpisywać? ]

    OdpowiedzUsuń